Miała być NASZA, WSPÓLNA... Miała... I co? I nie jest! Tak, tak. Tak to jest, gdy się pozwala wyrzucić, gdy człowiek po cichutku małymi kroczkami zostaje eksmitowany. A jeszcze gorzej, gdy żona - estetka, sama decyduje się na tą eksmisję, bo już znieść nie może tego wiecznego chaosu, tych pałętających się, żeby tylko pod nogami, ale nie - WSZĘDZIE, kabelków, śrubek i innego metalowego ustrojstwa, które "pieszczotliwie" nazywa złomem. Tak to jest, gdy się ma męża, który roboty kocha budować i przestrzeni do tego potrzebuje (cały czas naiwnie wierzę, że kiedyś zbuduje mi robota, co by sprzątał i prasował... ). Tak to jest, gdy żona tak kocha tego męża, że z bólem serca, ale jednak, oddaje mu tą przestrzeń (którą przecież tak pięknie można by wystylizować, która tak pięknie wyglądałaby na zdjęciach...), przymyka oko na ten bajzel i tylko od święta coś tam przebąkuje o sprzątaniu, albo chociaż z grubsza ogarnianiu...
Tak, tak... tak, wyglądała kiedyś nasza antresola, nasz kącik do pracy, nasz "gabinecik"... Ale już nie wygląda.
Zatem eksmitowana, wyrzucona na bruk, zostałam z niczym. Chociaż nie, przepraszam, został mi stół... kuchenny. Bo w końcu gdzie jest miejsce każdej kobiety, jak nie w kuchni, co nie? (żarcik taki)
Zapragnęłam więc i ja mieć swoje miejsce. Swoje biureczko (w którym to bym mogła chować notesiki, karteluszki, ołóweczki i co tam jeszcze moja dusza zapragnie), lampeczkę, fotelik, a i z biedy i krzesełko wystarczy. I wszystko byłoby pięknie, tylko pojawia się pytanie: NIBY GDZIE? Po małej analizie naszych niekończących się przestrzeni, stwierdziłam, że pozostaje mi jedynie sypialnia. Ok, może być. Ujdzie. W miejscu, gdzie stoi obecnie łóżeczko F. mogłabym zrobić swój kącik. Tylko tutaj pojawia się jeszcze jeden, drobny, malutki, taki tyci tyci szczegół. Jak pozbyć się z sypialni lokatora nr 3? Jak sprawić, aby w końcu przesypiał całe noce, żebym nie musiała do niego wstawać? Jak zrobić, żeby spał w swoim łóżeczku (i od razu uprzedzam Wasze myśli, nasz syn nie śpi w naszym łóżku. Nasz syn śpi obok nas, ale na materacu - bo ten mały owsik, tak się wiercił w nocy, że potrafił zakleszczyć się między szczebelki łóżeczka, bez przerwy się obijał i w rezultacie budził. Tak więc stwierdziłam, że może to pomoże. Jaki rezultat? Teraz znajduję go na podłodze, albo zakleszczonego między swoim a naszym materacem, czasem znajduję go u siebie, a czasem... hmmm zastanawiam się gdzie jest jego głowa, skoro na poduszce są jego stopy... no ale przynajmniej budzi się rzadziej). A więc, skoro już w skrócie wytłumaczyłam Wam nasze "senne" problemy, rozumiecie, że wykonanie mojego małego marzenia wcale nie będzie takie proste.
No ale cóż. Poczekam. Może pół roku, może miesiąc, a może się okazać, że za tydzień nasze dziecię stwierdzi, że jest prawie dorosłe i będzie przesypiało całą noc? Z nim to wszystko jest możliwe ;)
Jeżeli ktoś dotrwał do tego momentu (w co szczerze wątpię), zapraszam na mały przegląd inspiracji z kącikami do pracy w roli głównej.